Z perspektywy Caroline
Przez ostatnie cztery dni ciągle myślałam o tym, co zdarzyło
się u Klausa. Ale czy jednak coś się wydarzyło? Do niczego nie doszło, pomyślałam, drżąc na samo wspomnienie Klausa dotykającego mój policzek.
Otrząsnęłam się i zajęłam myśli przygotowywaniem wszystkiego do wieczornego pikniku z przyjaciółmi.
Otrząsnęłam się i zajęłam myśli przygotowywaniem wszystkiego do wieczornego pikniku z przyjaciółmi.
Spakowałam wszystkie produkty, które miałam wziąć w
koszyk, wybrałam czarne legginsy i koszulę bez rękawów, rozczesałam porządnie
włosy, założyłam czółenka i wyszłam z domu. Po pięciu minutach byłam na miejscu.
Przywitałam się z obecnymi: Stefanem, Eleną i Damonem. Po kilku minutach
dołączyła Bonnie z Jeremy’m.Narracja trzyosobowa
Dziewczyny zajęły się rozkładaniem jedzenia, a chłopcy
wzięli się za rozpalanie ogniska. Tylko Jeremy pomyślał o przyniesieniu drewna…
Po piętnastu minutach wszystko było gotowe. Ognisko pięknie się jarzyło przy świetle
gwiazd i otaczających go drzewach. Obok paleniska siedzieli na drewnianych
ławeczkach, rozmawiając i śmiejąc się. Bonnie zauważyła, że jedzenia braknie, a
drewno się kończy. Jeremy wraz z Damonem poszli poszukać drzewa, a Care z
Bonnie poszły po zapasy. Przy ognisku została Elena ze Stefanem. Wtuliła się w
Stefana (w końcu się przyjaźnili). Wampir zauważył, że jest coś nie tak,
spoglądając na nią ze smutkiem. Wiedział, że jeśli chce pogadać, sama zacznie. Nie musiał długo czekać.
-Chodzi o Damona… - podjęła – Nie układa nam się od
dłuższego czasu, ale wmawiałam sobie, że to przejściowe. Czasami wydaje mi się,
że mnie unika.
-Próbowałaś z nim porozmawiać? – zaproponował – Tak
poważnie?
-Starałam się, nic z tego… - westchnęła, a jedna łza
spłynęła po jej jasnej twarzy.
-Cii… - próbował ją uspokoić i otarł łzę.
Elena podniosła się i położyła głowę na ramieniu przyjaciela. Stefan wpatrywał się w nią, kładąc jej dłoń na plecach. Dziewczyna uniosła głowę i zbliżyła się do wampira, złączając ich usta w pocałunku. Gdy uświadomiła sobie, co zrobiła, czym prędzej się odsunęła.
-Stefan… Prze-praszam cie... - plątała się
Elena.
-Ej, spokojnie, o wszystkim zapomniałem – uśmiechnął się
delikatnie.
Po chwili wrócił Damon z Jeremy’m, każdy z
kilkudziesięcioma gałęziami.
-Powinno wystarczyć – rzucił Stefan.
Gdy Elena go pocałowała, wszystkie wspomnienia wróciły jak bumerang. Uderzyły go z taką siłą, że przez chwilę zapomniał, jak się oddycha. Każdy pocałunek, uścisk dłoni, śmiech, smutek. Każda chwila spędzona razem.
Z perspektywy Caroline
Z zapasami wróciłyśmy także my. Teraz Stefan z Eleną
siedzieli w znacznej odległości od
siebie. Zlekceważyłam to i pomogłam Bonnie dokładać jedzenia i alkoholu, który
szedł najszybciej. Ogień stał się znów duży, a atmosfera po kilku piwach znów
się rozluźniła.
Około godziny szóstej rano obudziły nas odgłosy sowy. Wszyscy
spaliśmy w śpiworach, ale nie mam pojęcia kiedy zasnęliśmy. We znaki wdał się
nasz ból głowy – kac.
-Boże, ile my wypiliśmy – jęknął Jeremy.
Rozejrzałam się wokół. Leżały same puste butelki
różnorakiego rodzaju.
-Stanowczo za dużo – odparłam, szukając telefonu.
Pięć nieodebranych połączeń od Klausa?! Uniosłam lewą brew
ku górze ze zdziwienia. Czego on chciał? Potem go odwiedzę, a teraz pomogę im
sprzątać – postanowiłam, wstając szybko z ziemi.
-Cholera… to nie był dobry pomysł – mruknęłam, lecz dałam
radę.
Sprzątanie w sześć osób idzie szybko. Pomimo naszego
stanu, skończyliśmy w pół godziny. Potem wszyscy się pożegnaliśmy i wróciliśmy
do domu. Byłam wyczerpana. Co się dziwić, spanie na trawie i to zaledwie jedną godzinę
po takiej ilości alkoholu mi nie służy. Padłam na łóżko nawet się nie
przebierając i wsunęłam nogi pod kołdrę.
Obudził mnie jakiś stukot w kuchni. Rozejrzałam się i
spojrzałam na zegarek – 11:58. Zaklęłam cicho pod nosem. Podeszłam do drzwi,
uchylając je.
-Halo?
-To ja, Caroline! Potrzebujesz czegoś? – to był głos
mamy.
-Niee, dzięki! – odpowiedziałam, zamykając drzwi.
Musiałam się ogarnąć, bo nie wyglądałam zbyt dobrze.
Poprawka – wyglądałam tragicznie. Zabrałam bieliznę i poszłam do łazienki.
Prysznic był dla mnie wielkim ukojeniem. Wytarłam się ręcznikiem, założyłam
szlafrok, umyłam zęby, pomalowałam się delikatnie, wysuszyłam włosy i opuściłam
łazienkę. Zdjęłam szlafrok, zostając w samej bieliźnie i zajęłam się szukaniem
ubrania. Jeśli mam odwiedzić Klausa, założę sukienkę (lubi mnie w sukienkach).
Przypomniałam sobie, jak kiedyś podarował mi zaproszenie na bal i najcudowniejszą błękitną sukienkę na świecie. Wtedy byłam wściekła, nie potrzebowałam jego drogich prezentów. Z upływem czasu uważam, że troszczył się o mnie bardziej niż Tyler.
Założyłam czarną obcisłą sukienkę, która podkreślała kobiece kształty, a do tego czarne szpilki. Zeszłam na dół, żegnając się z mamą i opuściłam dom.
Przypomniałam sobie, jak kiedyś podarował mi zaproszenie na bal i najcudowniejszą błękitną sukienkę na świecie. Wtedy byłam wściekła, nie potrzebowałam jego drogich prezentów. Z upływem czasu uważam, że troszczył się o mnie bardziej niż Tyler.
Założyłam czarną obcisłą sukienkę, która podkreślała kobiece kształty, a do tego czarne szpilki. Zeszłam na dół, żegnając się z mamą i opuściłam dom.
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Rebekah. Uśmiechnęła się
ironicznie, po czym zawołała Klausa. Powiedziała mu na ucho „Nie zapomnij”. Gdy zauważyła, że Klaus ją zignorował, z nieodgadnioną miną odeszła. Spróbowałam zapomnieć o tej dziwnej sytuacji.
Pierwotny przywitał się ze mną skinieniem głowy.
Pierwotny przywitał się ze mną skinieniem głowy.
-Dzwoniłeś do mnie. Coś się stało? – zapytałam,
zmieniając temat. Byłam zmieszana. Raz okazywał mi swoje uczucia, a za drugim razem podchodził z dystansem.
Usłyszałam ciche mruknięcie.
-Przepraszam, co mówiłeś?
-Chciałem pogadać o kilku sprawach – rzucił.
Czyżby o ostatnim spotkaniu? Zmarszczyłam brwi.
Z perspektywy Klausa
Chciałem porozmawiać z Caroline o wielu rzeczach, między innymi o
ostatnim naszym spotkaniu i o
Tylerze… Ostatnie chciałem zostawić na koniec. Nie wnikałem dlaczego nie
odbierała telefonu i zaprosiłem ją do mojego pokoju. Usiadłem obok niej na łóżku, nie
wiedząc od czego zacząć. Jej wygląd mnie tak rozpraszał.
-Więc o czym chciałeś rozmawiać? – ponagliła mnie.
-Chciałem ci powiedzieć- zacząłem – że... nie jestem dobry w tych sprawach - ciągnąłem – ale nie jesteś mi obojętna. Nigdy bym cię nie skrzywdził. Zaufaj mi, Caroline.
-Czasem się ciebie boję, wiesz? – uśmiechnęła się uroczo,
ale zaraz szybko spoważniała - Nie wiem który ty jesteś prawdziwy - przyznała.
Spojrzałem na nią. Złapałem ją za
podbródek, po czym go uniosłem tak, by na mnie patrzyła. Nałożyłem jej dłoń na swoją.
-Sam nie wiem, kim jestem, odkąd cię poznałem - wzruszyłem ramionami.
Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc co.
Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc co.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie, jej oddech owiał
moją szyję. Będąc już wystarczająco blisko obok siebie, musnąłem delikatnie jej
wargi. Widząc, że mnie nie odtrąca, pocałowałem ją. Moja ręka musnęła jej udo,
które odsłoniło się podczas siadania. Drgnęła i prawie natychmiast się odsunęła.
-Jesteś lepszy… - usłyszałem tylko cichy szept i zamykające
się zaraz drzwi.
-----------------------------------------------------
I jak się podoba?
Zawiedzeni?
Czy może nie był to aż taki zły rozdział?
Początek popsułam, wiem...
Ale wydaje mi się, że potem jest już trochę lepiej.
Nie zabijajcie mnie za ten koniec! :)

